Przyjaciel odkrycie

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć 'Wolne Media' finansowo. Treść zeznań obala bowiem mit człowieka „bez skazy”. W rozmowie z bezpieką Kamiński złamał się i zaczął sypać. Wskazał milicjantom, że jego przyjaciel Dariusz Kubiak zaproponował mu udział w „nielegalnej organizacji konspiracyjnej, która negowałaby obecną rzeczywistość i propagowała działalność antysocjalistyczną i antyradziecką”. Film osadzony źródło: youtube.com https://www.youtube.com/watch?v=0tPtyKQvfMo Cudowne odkrycie Jacka z “Królowych życia”. Dagmara nie wie, z kim jest jej przyjaciel! Przez. MO - ... Przyjaciel Dagmary Kaźmierskiej nie opuszcza swojej koleżanki na krok i pomaga jej w codziennym życiu. Okazuje się jednak, że dopiero teraz dowiadujemy się, kim naprawdę jest celebryta z Głogowa. ... Mój przyjaciel królik – serial animowany produkcji kanadyjskiej, zawiera 26 odcinków. Emitowany był w Wieczorynce TVP1 od 3 marca 2009 roku. Przywrotnik – najlepszy przyjaciel kobiety od dawien dawna do dziś ... Naszym celem jest odkrycie na nowo wiedzy i mądrości naszych przodków, dzielenie się nią i przekazanie jej następnemu pokoleniu. Aby doświadczenia i sprawdzone przez wieki sposoby nie przeszły do lamusa, ale mogły nam służyć z korzyścią dla nas samych i ...

Złoty pociąg czy złoty interes?

2016.09.05 20:47 ben13022 Złoty pociąg czy złoty interes?

Za zwykłą rozmowę jakiś tysiączek, dwa. Za całość z pół miliona. Pani zapłaci, a oni fachowo zagrają odkrywców. Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej Kto by pomyślał, że okres lęgowy wróbli może się tak strategicznie wpasować. Do połowy sierpnia trzeba być ostrożnym, potem koparkami można rozkopać wszystko. A to równo rocznica, odkąd fascynatom historycznych zawiłości i tajemnic zapłonęły oczy. Oto pod ziemią, na 65. kilometrze trasy kolejowej między Wrocławiem a Wałbrzychem, ma stać pociąg pełen złota.
Odkrywcy na operację wydobycia wydali ponad 140 tys. zł, rozstawili wysokie rusztowania, a za nimi 50 pracowników z koparkami.
Kopać, panowie, zakrzykną razem Andreas Richter i Piotr Koper. Pierwszy robił przed laty karierę sekretarza wałbrzyskiej parafii ewangelickiej, zarządzał poniemieckimi dokumentami. Ale chciał robić biznesy. Z kościelnych ksiąg znał rodzinne zawiłości. Zajął się więc tworzeniem drzew genealogicznych. Na zlecenie sądów pomagał szukać spadkobierców zmarłych. Jak zarobił, zainwestował w georadar, wiedząc, ile skarbów może siedzieć pod ziemią.
Piotr Koper też interesował się historią, ale bardziej pieniędzmi: z wykształcenia technolog drewna, z wyboru budowlaniec i właściciel myjni samochodowej. Wtedy w Wałbrzychu wszyscy byli z węgla. Kiedy z dnia na dzień 15 tys. osób traci pracę, jedna piąta mieszkańców miasta, to jest to problem. Wynieśli się z kopalni i weszli w biedaszyby. Węgiel sypki, kiepski, ale cenny, jedzie w Polskę, a dziury na kilkadziesiąt metrów, podkopane drogi, walące się drzewa, zapadliska przy blokach zostają w Wałbrzychu razem z poległymi w walce o urobek nielegalnymi górnikami, do których nikt nie wezwie pogotowia, żeby nie dać się złapać policji. Koper i Richter swoje firmy założyli wtedy, kiedy padała ostatnia kopalnia. Ale żeby się spotkać, musieli poczekać kilkanaście lat. Obaj chcieli skarbów - Koper miał koparki, Richter nawigację, połączyli siły. Obaj bogaci, ale bez przesady.
Mieszkańcy pukają się w czoło: wariaci. Tyle kasy dawać w błoto na wykopki? Naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej, stawiając na szali zawodowe kariery, nie owijali w bawełnę, gdy przeprowadzili badania magnetometrem: pociągu nie ma, ba, szyn nawet. Nie znaleźli żadnych anomalii, które świadczyłyby o tym, że pod ziemią jest obiekt ze stali. - Panie profesorze, ale jak to? - odkrywcom opadają przy publikacji wyników kąciki ust. - Że zacytuję klasyka, panowie: błądzić jest rzeczą ludzką, tkwić w błędzie: głupotą - macha ręką prof. Janusz Madej z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Odkrywcy odchrząkną: wiara czyni cuda. Kopać, panowie!
Bardziej przedsiębiorczy mieszkańcy wyjaśnią: nie wariaci, to biznesmeni, którzy, wiedząc, że pociągu nie ma, inwestują w jego wydobycie. Inwestują! Bo złoto jest gdzie indziej.
Złoto Breslau i Wunderwaffe
Odkrywcy mówią, że wierzą. Wierzą, że któregoś z mroźnych grudniowych dni 1944 Niemcy zarządzili: najcenniejsze skarby Breslau, złoto i depozyty, spakować w 12 wagonów, a następnie, razem ze wszystkim, co wiadomo o Wunderwaffe, prototypach broni, zebrać, ułożyć w pociągu i wywieźć, żeby doczekało lepszych czasów. Łącznie 56 skrzyń z wiekami uszczelnionymi gumą, co odnotowano z niemiecką skrupulatnością. Nikt z nich nie wierzył, że przegrają wojnę, chcieli przeczekać przejście Ruskich, a potem wyciągnąć zakopaną broń i uderzyć z zaskoczenia. Pociąg miał wyjechać z Wrocławia i zaginąć po drodze do Wałbrzycha. A potem przyszło SS i powiesiło całą niemiecką rodzinę, która miała dom przy Uczniowskiej w Wałbrzychu, a okna z ich kuchni wychodziły na tory i 65. kilometr linii kolejowej. Co mogli zobaczyć przez szybę, grzejąc w czajniku wodę tuż przed zakończeniem wojny?
Złote piwko, złota myjnia
Turystów tu na potęgę. Na zamku drugie tyle co przed rokiem, zespół 12 przewodników rozrósł się do ponad 40, bo przyjezdni blokowali serwery z rezerwacjami wycieczek. W kasie zamku ze sprzedanych biletów wylądowało ponad 300 tys. zł. A ludzi po knajpkach, popijających chłodne piwko Złoty Pociąg - cena 39 zł za trójpak - jest jeszcze więcej. Obwieszeni koszulkami ze złotem - za 60 zł każda, z wydawanymi naprędce książkami o pociągu pod pachami, odpalają sobie papieroski sztabkami złota - cena zapalniczki 5 zł za sztukę. Podjeżdżają pod tajemniczy 65. kilometr, parkują na płatnym Parkingu przy Złotym Pociągu, a jak się auto wybrudzi od kurzu z koparek, to umyją za rogiem w Myjni nad Złotym Pociągiem. Saperka tu to jak ciupaga w Zakopanem, zwłaszcza że sieciówki zachęcają plakatami: "A może na weekend wybierasz się do Wałbrzycha? Jesteśmy przygotowani na wszystko: oto saperka samokopiąca, z wbudowaną matą grzewczą, silnikiem udarowym i wykrywaczem złota". Niektórzy przejadą się Złotym Pociągiem, który kursuje po okolicy, inni popływają łódeczkami w sztolniach Walim - 22 zł za bilet dla dorosłego - a koneserzy posłuchają przeboju disco Edyty Nawrockiej z Wałbrzycha, która na co dzień śpiewa o miłości, ale teraz spontanicznie zarymowała do rytmu o kolejnictwie: "Jedzie pociąg z daleka, złotem cały ocieka, bronią i diamentami, wykryty georadarami".
Pokoju w Wałbrzychu człowiek już tak łatwo nie wynajmie, złote atrakcje trzeba planować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Piarowcy doradzają prezydentowi miasta: zmieńcie nazwę na WAubrzych, Au to symbol złota.
Złote prawo autorskie
Jarosław Chmielewski był senatorem, startował z list PiS. Dziś rządzi stawkami i żongluje cennikami. Koper i Richter swojego prawnika polecają jak menedżera. On ich - jak gwiazdy. Tłumaczy: im na pieniądzach nie zależy, ale niech dziennikarze wybaczą, panowie tyle wiedzy zgromadzili przez lata, że nie wypada brać jej za darmo. Tylko za półdarmo: tysiączek, dwa za rozmowę. Jeśli ktoś będzie chciał jakieś zdjęcie, dajmy na to, pracującej koparki, to zrobimy, za odpowiednią opłatą, że odkrywcy stoją, kopią. Cenę jeszcze ustalamy. Na pewno, jeśli pociąg znajdziemy, będzie wysoka. Myślę, że i pół miliona złotych, porozmawiamy wtedy o ewentualnej wyłączności. To będą duże widełki, zdaję sobie sprawę, ale proszę uszanować prawo autorskie do wizerunku odkrywców, oni chcą go chronić. Skonstruujemy sobie taką umowę o dzieło, potraktujemy ich jako aktorów, pani zapłaci, będziecie zadowoleni.
A kto liczy, że samodzielnie podglądnie, co się dzieje na placu budowy tuż przy urzędzie skarbowym, ten się zdziwi. Najpierw odkrywców i ich koparki otoczy wysokie, szczelne rusztowanie, zza którego będzie widać ramię sprzętu i czubki kasków. Potem zapowiedzą: nie doprowadźcie nas do szału żadnym dronem nad głową, bo zobaczymy pierwszego i od góry przykryjemy się siatką.
Potem, zaraz po zakończeniu okresu lęgowego wróbli, zrobią konferencje prasowe, żeby pokazać, co widzą w ziemi. I przy okazji zorganizują festyn: dzieciakom pracownicy fast foodu z kurczakami dadzą baloniki, pszczelarz rozłoży stanowisko do zarabiania pieniędzy i na patyczkach do mieszania kawy będzie wtykać do smakowania potencjalnym klientom a to spadziowy, a to lipowy, a to miód wielokwiatowy. Kucharki w urzędzie skarbowym też będą zacierać ręce: na ich jajeczniczkę na bekonie i pierożki z serem znów skuszą się nie tylko urzędnicy, ale i japońscy, amerykańscy, brytyjscy dziennikarze. Właściciele agroturystyk w krzakach rozdadzą gapiom wizytówki, a ludyczny Koper podzieli się pomidorami z własnego ogródka i będzie tylko narzekał, że mu do kiełbasy musztardy zabrakło.
Złote kolano, złota blizna
Na Wałbrzych w czasie wojny spadła jedna bomba, ale nikt nie zginął. Spadła daleko od domów. Ofiary wojny są tu policzone dokładnie - 360 Niemców popełniło samobójstwo w nocy z 8 na 9 maja 1945 roku, w tym samym czasie, kiedy w Berlinie zostało powtórzone podpisanie aktu kapitulacji III Rzeszy. Powiesili się albo odkręcili gaz. Miasto przetrwało w zasadzie nienaruszone. W jednym miejscu Niemcy jednak podłożyli materiały wybuchowe, co zauważyli potem polscy urzędnicy. Sporządzając wykaz bocznic kolejowych, zanotowali - ta zlokalizowana na 64,938 kilometrze trasy między Wrocławiem a Wałbrzychem została wyminowana.
A teraz niemieckie kolano. Zginało się wielokrotnie, kiedy jego właściciel przeciskał się wąskimi korytarzami wałbrzyskich kopalń. 1 stycznia 1955 roku trafił tam też Tadeusz Słowikowski. Z wykształcenia rzeźnik, z przekonania wróg Niemców (matkę zabili mu w Oświęcimiu) i ich wielki przyjaciel (jak zabili mu matkę i został z rodzeństwem sam, to ukrywali go u siebie w gospodzie Niemcy).
I kiedy inny Polak w kopalni popił, splunął Niemcowi w twarz, zwyzywał od deutsche Schweine i kopnął Niemca w jego niemieckie kolano, Słowikowski stanął w obronie kopniętego. Kto by wtedy pomyślał, że Polak się za Niemcem wstawi. Niemiec wziął więc Polaka na wódkę, żeby wynagrodzić. A przy wódce opowiedział historię, o której od dziesięciu lat milczał jak grób, bojąc się, że i jego rodzinę ktoś powiesi, nawet jeśli okna z jego kuchni wychodzą na zupełnie inną stronę.
Tadeusz Słowikowski usłyszał, że grupa Niemców miała zakopać pociąg z cenną zawartością w miejscu, które widać z okna kuchni w domu przy ulicy Uczniowskiej. Pomyślał wtedy, że jak się człowiek skaleczy, to blizna zostanie, i że on chce znaleźć bliznę po pociągu w lesie. Potem Słowikowski będzie mówił, że jak nieboszczyka zakopać, to trumna siada w ziemi, dlatego szukać trzeba niżej, niż się wydaje, ale to będzie 60 lat później, czyli kiedy rzeczywiście grawitacja - jeśli wierzyć tym, co wierzą - miała szansę ściągnąć pociąg głębiej.
Whisky Golden Train
Kiedy Piotr Żuchowski, generalny konserwator zabytków, podskakiwał z rozpalonymi policzkami na konferencji prasowej tydzień po wybuchu gorączki złota, w sierpniu, mówiąc, że pociąg istnieje na sto procent, Dariusz Domagała na chłodno kupował kolejne domeny w internecie. W kilkadziesiąt godzin postawił pierwszy serwis internetowy, w którym zbierał wszystkie wyobrażenia o pociągu, doskonale wpasowując się w złote gusta poszukiwaczy. Kopra i Richtera nie znał, ale legendę, którą odświeżyli, usłyszał jeszcze jako dziecko. Dorósł, został menedżerem zespołów, założył radio, telewizję, firmę handlującą powierzchnią na billboardach, hotel, restaurację, a teraz znów bawi się w historię. Ale już poważnie inwestując w zabawki. Dziś, po roku, patrzy na słupki: odkąd Koper i Richter zainstalowali koparki na 65. kilometrze, ruch na jego stronie wzrósł dziesięciokrotnie. Domagała: - Cieszę się, ale nie chcę się denerwować, więc nie policzę, ile wydałem na to kasy.
Turyści piją obrandowane przez Domagałę piwo Złoty Pociąg, a jego restauracja, dzięki nowej etykiecie, tylko w ostatnim miesiącu sprzedała więcej butelek niż przez ubiegły rok, gdy piwo nazywało się Lwówek Śląski. Dla wybrednych jest też wino Złoty Pociąg, a zaraz ma być rozlewana - po angielsku, już jako Golden Train - i wódka, i whisky dla koneserów. Do kupienia w całej Polsce. Domagała: - No tak, interesuje mnie sprzedanie milionów butelek. Bardzo mnie to pociąga, ta historia, bardzo łatwo mi się więc wydaje na inwestycje. Żona się tylko uśmiecha.
Złote rysunki, martwy pies
15 lat po wódce z Niemcem Słowikowski chodził po mieście niespokojny. Patrzył przez okno przy Uczniowskiej, myślał o powieszonej rodzinie. Rozrysował na kartkach teren, zaznaczył, gdzie brakuje drzew, gdzie ziemia dziwnie się zapada albo podnosi, gdzie nienaturalnie dużo kamieni leży pod piachem. Kreślił kółka, zmazywał, jeszcze raz szedł na Uczniowską, obserwował. W końcu dostał zgodę na wykopanie dziury przy torach. Ledwo wbił łopatę, przyszli sokiści i odebrali papier.
Potem ktoś włamał mu się do mieszkania, chciał ukraść rysunki. Nie wyszło, to otruł Słowikowskiemu psa. Żona zapytała: czyś ty powariował, całą rodzinę chcesz, żeby wytruli? Potem będzie pytała: czyś ty powariował, ci dziennikarze się zjeżdżają, człowiek nie ma jak w spokoju pralki włączyć, żeby buczenie nie przeszkadzało. Ale tak będzie pytała dopiero za 30 lat.
Złote fusy, złote podatki
A teraz powróżmy z fusów, mówi prof. Marian Noga, ekonomista, były członek Rady Polityki Pieniężnej. Że wydany pieniądz robi pieniądz - to wiadomo. Mamy taki mnożnik, wynosi on 25. Jeśli odkrywcy mówią, że wydali 140 tys. zł, to znaczy, że na rynku wałbrzyskim dostaniemy z tego 3,5 mln złotego interesu.
Konsumenci, dajmy na to, że jest ich 150 tys., patrząc tylko na wyniki zamku Książ, wydadzą tu średnio po 20 zł na bilety (otrzymamy kolejne 3 mln), 40 na obiad w barze (6 mln), 30 na transport (4,5 mln).
Szybka suma - i mamy 17 nowych milionów złotych na rynku wałbrzyskim. I trzeba oto zapłacić od tego podatki - z CIT i PIT w kasie miasta ląduje więc 800 tys. zł. Efekty mnożnikowe będą takie, że w następnym roku miasto z tego będzie mieć 8 mln. Po kolejne: jeśli moje obliczenia potraktujemy jako efekt pieniężny pierwszego roku (18 mln razem z podatkiem), to w drugim roku przemnożymy to razy 55, a to nam da 450 mln zł. Odważnie? Jako że procesy mnożnikowe nigdy nie dochodzą do końca, złagodźmy trochę i oszacujmy, że mamy tu po 80 mln złotego interesu rocznie.
Złoty komiks, złote g...
Introligatorzy też by chcieli zarobić na pociągu. Zbigniew Jagielnicki z Wałbrzycha wziął czarny karton, na złoto wydrukował na nim komiks i rozdaje. Scena pierwsza: postaci z łopatami. Scena druga: jeden chce siku. Scena trzecia: z latryny wykrzykuje: znalazłem! Scena czwarta: otwiera drzwiczki z serduszkiem, pokazuje rozkład jazdy pociągów z 1944 roku, mówi, że reszta składu też musi być w środku. Scena piąta: postać z latryny mówi do mikrofonów, że już kopać nie będą, bo nie będą przecież się grzebać w gównie.
A potem już tylko strona internetowa Zbigniewa i cennik usług introligatorskich.
Złota gra pozorów
Kiedy padała kopalnia w Wałbrzychu, złoty pociąg - jeśli wierzyć tym, co wierzą - pod ziemią ulegał grawitacji od ponad 50 lat.
Roman Szełemej jeszcze nie myślał, że w przyszłości z dyrektora szpitala stanie się najpierw Żelaznym Romanem (tak mówią jego pracownicy) i prezydentem Wałbrzycha, a potem zwykłym maszynistą (w ministerstwach, cokolwiek by załatwiał, wszyscy się szczerzą: panie, a co z tym pociągiem?)
Krzysztof Szpakowski był po pierwszym rozwodzie, ale jeszcze przed zostaniem organizatorem wyborów Miss World i przed użyciem różdżek do wyszukiwania podziemnych sztolni i poniemieckich skarbów. Zanim jednak będzie zarządzał skarbami, Szpakowski będzie zarządzał kompleksem Włodarz, podziemiami Riese, po których turystom pozwoli pływać łódeczką.
Marek Słowikowski, syn Tadeusza, miał już papiery na bycie pielęgniarzem w Niemczech, ale regularnie przyjeżdżał do Polski.
Dariusz Domagała pracował w mediach, ale nie znał jeszcze Edyty Nawrockiej, która za kilka lat będzie czytać w jego serwisach wiadomości, a potem wyśpiewa przebój disco.
Łukasz Kazek robił papiery na przewodnika i zaczytywał się w książkach o historii Dolnego Śląska. W przyszłości, o czym oczywiście nie wiedział, miał wiedzę wykorzystać szerzej: sam pisać książki, eksplorować i prowadzić program telewizyjny "Na tropie Złotego Pociągu".
Złoty wywiad, złota kamera
Menedżer aktorów nie chce zdradzić żadnych szczegółów, to tajemnica handlowa. Ale ci, którzy negocjowali, puszczają w obieg informacje: jedna z polskich telewizji zapłaciła za wywiad z Koprem i Richterem, którzy stawki negocjowali 17 dni, kilkanaście tysięcy złotych. Mało! Amerykanie za towarzyszenie w spacerach po ziemi nad złotym pociągiem mieli dać 100 tys. Dalej mało! Wideo zza rusztowania nagrywa ktoś z rodziny odkrywców. Za 500 euro można kupić ujęcia na plecy robotników, nogi sapera, rozjazdy i dojazdy na ziemię, pokazujące wszystko i nic, w stylu weselno-festynowym. Dziennikarze mówią, że ten, kto trzymał kamerę, trzymał ją pierwszy raz w życiu. Nic nie widać.
Chmielewski: - Zgłosiliśmy do urzędu patentowego logo i nazwę "Złoty Pociąg". Chcemy je zastrzec, mieć pełnię praw do wszystkiego, co produkowane jest pod tą nazwą, bo pod sukces Kopra i Richtera próbują się podpiąć biznesmeni i robić pieniądze na wiedzy i inwestycji odkrywców. Czekamy już na publikację zgłoszenia i będzie basta.
Ale Dariusz Domagała się nie boi. Myśli dalej. Zwłaszcza że turysta to nie pijak, żeby tak tylko przy piwku siedzieć! Tu turysta to odkrywca.
Domagała: - Daję im więc Paszporty Poszukiwaczy Skarbów. Cena: 1150 złotych dla dwóch dorosłych. W środku wizy do Podziemnego Miasta, Starej Kopalni. Zakwaterowanie i wyżywienie na zamku. A jeśli poszukiwacze dotrą na 65. kilometr i zrobią na miejscu zdjęcie, odkrywają, że w hotelu czeka ich nagroda: piwo, wino i gadżety dla dzieciaków.
Dariusz Domagała za kilkaset złotych od osoby daje też pakiet krwi, potu i łez bez noclegu. Usadzi na drezynie, wojskowych pojazdach z czasów wojny, każe wejść do podziemi, znaleźć skrytki z niemieckimi dokumentami, rozwiązać tajne szyfry, pokonywać w lesie przeszkody, a na koniec da grochówki. Na wrzesień zebrała się dwustuosobowa drużyna poszukiwaczy.
Złota ustawa
Słowikowski zakopał w ogródku otrutego psa, a potem zapakował rysunki. Pokazał kolegom palcem na mapie, wśród patrzących był i Koper, gdzie jego zdaniem jest złoty pociąg. Kto by wtedy pomyślał, że za kilkanaście lat właśnie kolega budowlaniec na umowach o dzieło będzie widnieć jako aktor spektaklu o złotym pociągu?
Ale Koper najpierw usłyszy o tym, że jakiś szaleniec od ksiąg ewangelickich kupuje georadar. Zapozna się. A potem nastroi z Richterem aparat za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Zrobi zdjęcie, a potem aż siądzie. Na kartce lokomotywa z dwoma świecącymi się oczami, z czupryną zrobioną z ponakładanych na pociąg platform, z jednym niesfornym działem.
Chronologia złotego roku
18 sierpnia 2015 r. wałbrzyska telewizja Dami TV opublikowała skromny tekst, zilustrowany zdjęciem lokomotywy, zatytułowany "Sensacyjne odkrycie". A w środku zdawkowa informacja: Polak i Niemiec znaleźli złoty pociąg.
Tadeusz Słowikowski przeczytał skromny artykuł i znów, jak 15 lat po wódce z właścicielem niemieckiego kolana, zaczął chodzić po mieście jakiś niespokojny.
Internetowej redakcji zaczęły się grzać serwery. Najpierw klikali mieszkańcy Wałbrzycha. Potem ci z Wrocławia. Zaraz rozdzwoniły się telefony z Warszawy, a później do małej redakcji w mieście biedaszybów, gdzie w ekscytacji mieszkańcy nasprejowali na murze: "chuj tam wieża Eiffla, mamy złoty pociąg", dobijał się już cały świat. Ktoś zdradził: informacje o jego istnieniu przekazał ktoś na łożu śmierci.
Tadeusz Słowikowski uszczypnie się w policzek. Przecież nie umarłem.
Złota gra pozorów 2
W mieście, w którym strata pracy przez 15 tys. osób to strata pracy przez jedną piątą mieszkańców, wszyscy się znają, choćby ze słyszenia. Kiedy więc urzędnik przeczytał o złotym pociągu w oficjalnych dokumentach, które wpłynęły do jego wydziału, natychmiast opowiedział o sprawie kumplowi. Natychmiast skany tajnych zgłoszeń dotarły do lokalnych dziennikarzy, a oni natychmiast je opublikowali, omijając nazwiska odkrywców, bo wszyscy też wiedzieli, że Słowikowskiemu kiedyś przez ten pociąg otruli psa.
Nie minął tydzień od publikacji skromnego artykułu, kiedy do kolejki po znalezisko stanęły kolejno: skarb państwa, Światowy Kongres Żydów, rosyjscy prawnicy rządowi, Fundacja Czartoryskich i saperkowicze amatorzy, którzy mimo groźby mandatu za wejście do lasu nadal czesali krzaki. Gdzie odkrywcy? Anonimowi dla świata przez równo 17 dni negocjowali stawki za pierwsze wywiady. Lokalni przewodnicy, historycy, eksploratorzy nabierali wody w usta. Kazek nic nie zdradził, Szpakowski nawet się nie zająknął, kiedy najpierw dziennikarze, a potem tabun turystów przetaczał się przez jego sztolnie i łódeczki, z rozpalonymi policzkami słuchał o niemieckich tajemnicach. Nawet już nie policzy, ile zapłaciłby za taką reklamę w mediach. A dostał za darmo! Podziękuje na własnym weselu pod koniec września, na którym oczywiście Niemiec będzie się bawił do rana. Jak to na weselu dobrego kumpla.
Tylko Słowikowski naprawdę nic nie wie. Jego syn, akurat przyjechał z Niemiec, słucha zza ściany. O czym ojciec tak gada cały czas przez telefon? W końcu sam bierze słuchawkę. - Dziennikarzom, którzy chcą porozmawiać z ojcem, radzę przygotować 3 tys. zł - mówi. Telefon ojca milknie. Słowikowskiemu trochę smutno, że nikt go do Nowego Roku już nie zapyta o złoty pociąg. Potem dowie się, że nikt po prostu nie ma w pogotowiu takiej kwoty, i pokłóci się z synem za to, że młody też chciał ukręcić lody na złotym pociągu.
Gorączka złota roku ubiegłego
Pod koniec sierpnia upał straszny, w krzakach na 65. kilometrze tłok, ciekawscy z głodu wyżarli wszystkie mirabelki z sadu, ale nikt nie odpuszcza, wszyscy chcą popatrzeć. Pan Krzysztof założył koszulkę z saperką, chciałby porozmawiać z telewizjami o tym, co wie, ale nie może: żona by go zabiła, jakby się z ekranu dowiedziała, że on nie w pracy, tylko w krzakach siedzi, a on się nie mógł powstrzymać i wziął na żądanie. Pan Jerzy przyjechał z centrum, bo się zna. Teraz pokazuje, gdzie według niego siedzi lufa. Cały teren rozkopany, możliwe, że tam Polak i Niemiec grzebali, chociaż teraz już nic nie wiadomo, bo eksploratorzy hobbyści rozdeptali wszystkie ślady w kilka godzin. Pan Mirosław też rozdeptuje, mimo że bardziej od historii w liceum wolał fizykę. Ale wziął pod pachę plastikową sztabkę złota, pozuje fotoreporterom. I macha policjantom, bo się przyglądają. Co oni, zamiast przy krawężnikach, to na polach teraz pilnują?
Poza policjantami przy torach dyżury pełnią strażnicy leśni, miejscy i ochrony kolei. Czasem po 12 osób na dyżurze. Jest trochę nawet jak na koloniach. A że żony policjantów są mistrzyniami w robieniu szarlotek, wszyscy siadają na sjestę nad pociągiem. Zaraz ma dojechać też wojsko, nie wolno więc zjeść wszystkiego.
Przyjeżdża też Christel Focken, niemiecka poszukiwaczka. Pokazuje, że - posługując się mapą znalezioną w internecie - znalazła tu śrubę. Pan Jerzy i Mirosław trochę się krzywią, że chodzili po krzakach i przeoczyli. A śruba to z pewnością dowód. Za pokazanie śruby Focken prosi fotografów o kilka tysięcy euro. Za rok, ze swoim nosem do interesów, zostanie niemieckim rzecznikiem prasowym Kopra i Richtera.
Złota Bursztynowa Komnata
Skoro państwo gwarantuje znaleźne w wysokości jednej dziesiątej wartości rzeczy znalezionej, to trzeba szukać.
Na internetowych aukcjach berety afrykańskich żołnierzy sprzed kilkudziesięciu lat są warte kilka tysięcy euro. To ile kolekcjoner da za czołg? Za pociąg? We wrześniu ktoś skonstruował prowizoryczną drabinkę z linek i spuścili się na niej z kolegami do grobowca w Świebodzicach, tuż koło Wałbrzycha. Myśleli, że w środku znajdą kosztowności, z których wezmą sobie jedną dziesiątą. Jeden spadł na głowę pięć metrów w dół. Pogotowie stwierdziło zgon.
Do urzędów wpływają oficjalne pisma: we wrześniu Krzysztof Szpakowski, zarządca kompleksu Riese, magicznymi różdżkami odnalazł wielopoziomowy kompleks kolejowy. Burmistrz Mieroszowa zgłasza, że coś, może Bursztynowa Komnata, jest tuż obok, pod górą Dzikowiec. Niemka od śruby, że w Wałbrzychu znalazła kolejne tunele lub pomieszczenia o nieznanym układzie. Ktoś informuje o podziemiach we wzgórzu, na którym zbudowana jest świątynia w Jędrzychowie. Coś jest też pod Bolkowem - anonimowy znalazca mówi, że dzieła sztuki, tajna broń i chemikalia. Przy stacji Wałbrzych Główny nagle w październiku znajduje się tender, 100-letni wagon do wożenia węgla. W Srebrnej Górze - XVII-wieczna kopalnia srebra. W Kamiennej Górze mieszkańcy dopatrzyli się podziemnej hali produkcyjnej, a w niej ciężarówek z nieznanym ładunkiem. I jeszcze pojawia się 300-metrowa sztolnia wydrążona w skale pod Wałbrzychem, a tuż obok jaskinia z depozytami z czasów wojny. Ktoś dobił się w grudniu do tajemniczych pancernych drzwi w kompleksie Jugowice Górne, a w okolicach Boguszowa-Gorc ktoś inny odkrył dodatkowe sztolnie. To nie wszystko! Policjanci z Wałbrzycha trochę się denerwują: nagle mają kilkaset zgłoszeń o nielegalnych pracach ziemnych saperkowiczów amatorów z zamiłowaniem do szukania złota po okolicy. Odkryć, zgłoszonych oficjalnie do gmin wokół Wałbrzycha, w rok napęczniało w kopertach urzędników do kilkudziesięciu.
Złota jajecznica
Kucharki z urzędu skarbowego chciałyby, żeby panowie kopali i kopali, bo aż do emerytury mogłyby słuchać tylu komplementów w tylu językach na temat pierogów i jajeczniczki. Urzędnicy, którzy nagle muszą po jajeczniczkę stać w długiej kolejce, mają dość jedzenia w pośpiechu, żeby zmieścić się w przerwie. - Ja tobym sam wykopał ten pociąg. W kosmos.
Wtorek. Kolejne dowody na istnienie złotego pociągu padają: zamiast sklepienia tunelu zwykły ił, wykopywana porcelana to fragmenty drenażu, a sam nasyp to piach i skały. Mimo to odkrywcy chcą szukać dalej. Biorą się za olbrzymie wiertnice. - Bo pociąg jest, tylko niżej, trochę się nam schował - mówi Koper, chociaż nie ma już żadnego dowodu. Mówi za darmo, jakiś zrezygnowany, w ochlapanej obiadem koszulce, z nosa mu kapie.
Powiesiłby białą flagę i poszedł do domu, na kanapę, bo trochę już wstyd, przyznaje obsługa koparek.
Koper odwierty odkłada: a to pogoda za brzydka, a to błoto po deszczu.
Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha nazywany teraz złośliwie maszynistą, bierze wszystko na chłodno: - Ja tylko mogę wysunąć tu refleksje nad stanem emocji, wiedzy historycznej, oczekiwaniem nowości, niebywałym poziomem pasji i braku racjonalności. Tacy są nasi odkrywcy. A jaki jest świat wokół nich? To świat obrazkowy, pełen memów, skrótowej informacji, ludzi, którzy nie oczekują pogłębionej wiedzy. Pasja odkrywców padła na podatny grunt. Może takiego by nie było, gdyby ktoś na Mazurach powiedział, że pod ziemią jest arka Noego, ale kto wie?
żródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20592092,zloty-pociag-czy-zloty-interes.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2014.11.04 20:53 KubeQ11 No Man's Sky - nowela (rozdział 1 i 2) - TŁUMACZENIE PL

UWAGA!
Nie jestem autorem poniższej noweli, jedynie ją przetłumaczyłem.
Rozdział 1: W odległej galaktyce...
Latam bez celu w moim statku Resozu. Nagle pojawia się kropka na radarze. Jest to Oria V, planeta jakże odległa, nawet nigdy o niej nie słyszałem. Patrzę na tablicę rozdzielczą i widzę, że Resozu jest poważnie uszkodzony. Jeden z silników jest spalony, a drugi odmawia posłuszeństwa. Światła migają, a połowa tablic rozdzielczych jest nieaktywna. Resozu jest teraz tylko kawałkiem metalu dryftującym w próżni. Prawdopodobnie jestem na kursie kolizyjnym z Orią V. Jak się tu znalazłem? Dlaczego mój statek jest uszkodzony? Jaka była moja misja? Całe te myśli i pytania. Oddycham szybko i głęboko, luzując mój pas bezpieczeństwa. Panikuję i poszukuję odpowiedzi, których nikt mi nie może dać. W tym momencie Rezosu przebija się przez atmosferę Orii V, a ja tracę przytomność, uderzając moją głową w konsolę.
Słyszę delikatne buczenie jednego z moich silników, w oddali ćwierkanie ptaków. Powoli się budzę, podpierając się o konsolę i patrzę na radar. Nadal miga napis "Oria V". Boli mnie głowa, jakby przejechał mnie frachtowiec. Najwyraźniej wylądowałem, tak jakby. Otwieram kadłub mojego statku kosmicznego i się potykam. W tle słychać wyraźne syczenie. Obszedłem wokół Resozu, żeby sprawdzić, skąd dochodzi to syczenie, ale nic nie znalazłem. Nagle rogiem oka widzę parę wychodzącą z jednego z moich rur tlenu! Trochę poprawiam mój kask, by lepiej widzieć. No i jest - mała dziura w jednej z rur. Muszę to przenieść. Niejasno pamiętam, że miałem mały pojemnik z zaopatrzeniem. Biegnę, by to sprawdzić, ale okazało się, że nie ma. Metalowe klamki zostały zniszczone podczas zderzenia, wysypując ładunek. To pudło może być wszędzie. Jedyną szansą na znalezienie go jest przeskanowanie planety... ręcznie. Wzdycham, jestem uwięziony w tym 'niczyim niebie'.
W moim HUD-zie widzę, że poziom tlenu powoli spada. Dopóki mój statek jest zniszczony, będę uwięziony na tej obcej planecie oddalonej o lata świetlne od domu, nie ma gdzie iść... nagle to sobie uświadamiam. Załamuję się i upadam na kolana na pomarańczową trawę. Płaczę, szlocham jak małe dziecko. Nie pamiętam mojego domu, mojej rodziny, a nawet mojego imienia. Nie ma do czego wracać. W ogóle. Co jest moim celem i dlaczego jestem na Orii V? Wiem, że to jest daleko od domu, ale nie pamiętam dlaczego. Jedyną rzeczą, którą pamiętam jest trójkątna figura z czerwonawym blaskiem. Przypomniał mi się trochę Hal 9000 z tego filmu retro. Niespodziewanie, słyszę głos. To mój komputer pokładowy EVE. "Uwaga, zostało 50% tlenu".
Podskoczyłem, ocknąłem się i poraz pierwszy wiem, co się tak naprawdę stało. Rozbiłem się w starym kilometrowym kraterze z pięknymi wzgórzami i pasmem górskim z tyłu. Zielone pastelowe niebo, pomarańczowa trawa i karmazynowe palmy są przepiękne. Niebieskie z odcieniem zielonkawym jezioro miga w słońcu i odbija krajobraz jak lustro. Słońce, jasno świecące za chmurami grzeje moją twarz. A w oddali, księżyc, którego prawa strona jest częściowo wysadzona. Odłamki kosmiczne lekko świecące się z niebieskim odcieniem. Widzę trzy okręty przelatujące nade mną.
Nie jestem sam w tym wszechświecie, a wiele niebezpieczeństw na mnie czyha. Jedynie z moim podstawowym multi-narzędziem i moim zniszczonym skafandrem nie jestem gotowy do walki. Muszę być ostrożny, jeżeli chcę przeżyć. Muszę naprawić mój skafander i Rezosu, jeżeli chcę jakichś odpowiedzi. Chodzę wkoło przez krater, pomarańczowa trawa sięga mi do kolan, otaczają mnie niebieskie motyle. Wyciągam multi-narzędzie i skanuje okolice. Jasny blask i bańka powiększa się nad krajobrazem jak echo, zaznaczając wszystko na moim HUD-zie. Nawet powietrze i góry są skanowane. Wygląda na to, że powietrze jest w większości z metanu i trochę z CO2, napewno nie chciałbym tym oddychać. Grawitacja i ciśnienie powietrza wydają się normalne.
Multi-narzędzie jest jednym z najbardziej zaawansowanych technologii w dziejach ludzkości. Posiada funkcje skanera, laserowej broni i może wydobywać różne minerały. Zależy od oprogramowania. Są różne marki multi-narzędzia i rożne komponenty do kompletu. Multi-narzędzie pracuje z twoim komputerem pokładowym. Jeżeli chcesz coś zeskanować, widzisz to bezpośrednio na twoim HUD-zie. Komputer ma QEN bazujący na łączności z "Bazą Danych", superkomputerze, gdzie wszystkie dane są przechowywane. Nie jest to najszybsza łączność, a szukanie skomplikowanych danych może być monotonne.
Przeszłość nadal jest zamazana, ale to multi-narzędzie jest jednym z najbardziej podstawowych narzędzi jakie pamiętasz. Spełnia swoją rolę ale nie wystarcza, gdy chcesz go użyć jako broń albo urządzenie do poważnego kopania. W oddali widać trochę Heridium, które może być użyte jako paliwo dla Rezosu. Przyspieszając, biegnę przez krater, mój zniszczony statek staje się coraz mniejszy. Nadal jestem zaskoczony faktem, że właśnie utknąłem na obcej planecie. Czuje się coraz spokojniejszy. Użyłbym mojego Comm'a (urządzenia komunikacyjnego), by wezwać pomoc, gdybym tylko miał kogo wezwać. Może rodzina albo przyjaciele, i wtedy do mnie dotarło, jak feniks powstający z pyłu. To moje imię... moje imię. Ha! Jestem Sean! Cześć Sean - mówię do siebie - miło mi cię poznać.
Rozdział 2: Początek przygody
Motyle stają się niegroźne, a w oddali ogromne zwierzę stoi w jeziorze. Wygląda jak dinozaur. EVE zauważa, że zwierzę to zostało już kiedyś odkryte i pyta mnie, czy chcę go nazwać. Wygląda trochę jak diplodocus ale z kolcami na szyi. Chyba jest roślinożercą, ponieważ je z pobliskiego drzewa dzięki jego długiej szyi. "Daplokarus" będzie dobrą nazwą, tak więc zapisuje to w konsoli. Przechodzę obok jeziora i ogromnego daplokarusa poprzez tunel i wydobywam trochę Heridium, by zatankować mój statek. Widzę przez chwilę zapierający dech w piersiach widok po drugiej stronie pasma górskiego. Biegnę do wyjścia, już prawie jestem i nagle widzę przelatujące stado ptaków, jak również stado jeleni stojących w trawie i różne gatunki dinozaurów błąkających się w oddali. Przede mną jest las czekający na odkrycie. EVE życzliwie przypomina mi o poziomie tlenu, którego wciąż ubywa. Muszę się pospieszyć. Kto wie, jak długo to zajmie, zanim znajdę mój ładunek. Znowu skanuję okolicę w nadziei, że go znajdę. Widzę sporo nieodkrytych gatunków zwierząt, drzew i roślin. Nagle, oto i on - sygnał! Skaner pokazuje żółtą kropkę na północnym wschodzie. To mógłby być mój ładunek, ale to może być też inne metalowe pudło. Niemniej jednak jestem podekscytowany. Moje imię, a teraz to pudło. To może być pierwszy krok do powrotu do domu.
Skaner w komputerze mojego skafandra może wytropić metalowe pudła w okolicy, chyba, że jest zasłonięty przez inne metalowe obiekty. To jest bardzo podstawowy skaner, z ulepszeniami mógłbyś położyć "tracker" na ładunku, by znaleźć specyficzne pudło w większym zasięgu. Skaner także skanuje faunę, florę i struktury.
Był tylko jeden problem. Gęsty las z niezidentyfikowanymi zwierzętami, mając tylko podstawowe multi-narzędzie chroniące mnie. W najlepszym wypadku, mógłbym ogłuszyć średniego wzrostu zwierzę niewiele większe ode mnie. Ale nie miałem wyboru, muszę iść dalej. Podczas, gdy schodziłem w dół wzgórza wgłąb lasu, drzewa powoli zaczynały zasłaniać światło dzienne. Dziwne oczy patrzą na mnie, podczas gdy mój skaner nic nie rozpoznaje. Minęło już mniej więcej dziesięć minut, ale z tymi wszystkimi roślinami i drzewami kto wie jak długo to zajmie. W połowie drogi do lasu usłyszałem warczenie, ciężkie oddychanie i bardzo głośne kroki. Gdy spojrzałem się w lewo, zobaczyłem gigantyczną sylwetkę nosorożca przewracającego drzewo. Prawie upuściłem moje multi-narzędzie i pobiegłem dalej wgłąb lasu. Nosorożec zauważa mnie biegnącego i odwraca się, właśnie stałem się jego śniadaniem.
Nosorożec przyspiesza jednocześnie trącąc wszystkie drzewa wokół. Skaczę na lewo i omijam drzewo, turlając się na ziemi. Nosorożec próbuje się zatrzymać, ale jego ciężkie ciało zmusza go do pokonania jeszcze kilku metrów. To moja szansa. Widzę mały zwisający brzeg z fioletowymi winoroślami zwisającymi w dół. Wstaję i znowu zaczynam biec. Nosorożec warczy i patrzy wokół, ale mnie jeszcze nie widzi. Stąpa dookoła podczas, gdy ja wskakuję pod zwisający brzeg. Nosorożec sprawdza okolicę, szukając jego śniadania, przez moment wydaje mu się, że słyszy syk i stoi w jednym miejscu. Jest na górze zwisającego brzegu, podczas gdy ja czuję śmierdzący kwaśny odór nosorożca. Słyszy, że z mojego skafandra wylatuje tlen. Podczas, gdy nosorożec robi kolejny krok, by sprawdzić dźwięk, zwisający brzeg skrzypi i część się kruszy, jestem przerażony, nie mogę się ruszyć. Nosorożec wystrasza się, zawraca i ucieka wgłąb lasu. Nadal siedzę tu przerażony tym nowym obcym światem. Czy to będzie moja nowa przyszłość?
*...ciąg dalszy nastąpi
AUTOR: Novus_nl
ORYGINALNY LINK: https://docs.google.com/document/d/1byWyLStQDSKal-kU0F6Lajc0gYP4e3ALl9Hl1JhQVkE/edit
submitted by KubeQ11 to NoMansSkyPL [link] [comments]


Tomek i Przyjaciele - Kto jest najlepszy - YouTube Kasia i Mim-Mim: Odkrycie krainy Mimiloo Miraculous - Przyjaciel - YouTube Tomek Najważniejszy! - (HD)  Tomek i Przyjaciele - YouTube Tomek i Przyjaciele Legenda o Zaginionym Skarbie 720p 2015 Odkrycie Olka - (HD) [Seria 5] Miraculum ,,Odkrycie ' #1 - YouTube Wielki Wyścig - (HD) [2016]  Tomek i Przyjaciele - YouTube Miraculum ,, Odkrycie ' #4 LALES-PRZYJACIEL

moje ostatnie odkrycie PRZYJACIEL Z SZAFY

  1. Tomek i Przyjaciele - Kto jest najlepszy - YouTube
  2. Kasia i Mim-Mim: Odkrycie krainy Mimiloo
  3. Miraculous - Przyjaciel - YouTube
  4. Tomek Najważniejszy! - (HD) Tomek i Przyjaciele - YouTube
  5. Tomek i Przyjaciele Legenda o Zaginionym Skarbie 720p 2015
  6. Odkrycie Olka - (HD) [Seria 5]
  7. Miraculum ,,Odkrycie ' #1 - YouTube
  8. Wielki Wyścig - (HD) [2016] Tomek i Przyjaciele - YouTube
  9. Miraculum ,, Odkrycie ' #4
  10. LALES-PRZYJACIEL

Tomek Tutaj Wjedzie w Prym! Każdy chce Pracować z nim! Paczcie jak on w Słońcu lśni! Śpiewajcie razem z Tomkiem w Wspaniałym Filmie ,Tomek i Przyjaciele: Wie... Enjoy the videos and music you love, upload original content, and share it all with friends, family, and the world on YouTube. Kasia i jej najlepszy przyjaciel rzucają się w wir wspaniałych przygód. Olewam to co mówią o mnie inni..! Oni wszyscy byli zawsze jacyś dziwni..! Pełni zawiści, zazdrości..! Najchętniej obdarli by mnie do kości..! Nie znasz..? Więc po co pierdolisz ... Sorry że taki krótki 😅 Suggested by UMG Trevor Daniel, Selena Gomez - Past Life [Lyrics] Song Enjoy the videos and music you love, upload original content, and share it all with friends, family, and the world on YouTube. Thanks for watching! Movie: Miraculous: Ladybug & Chat Noir Music: Przyjaciel - Damian Skoczyk ( https://www.youtube.com/watch?v=NxsyeD8MY0E ) 'Copyright Dis... ZACZYNA SIĘ WIELKI WYŚCIG Na miejsca, gotowi, START! Kiedy najlepsze parowozy z całego świata zjeżdżają na Wielki Wyścig, Tomek za wszelką cenę chce reprezen... Olek jest w złym nastroju. Doprowadza do wypadku na obrotnicy. Zawiadowca każe mu za karę ciągnąć przez pewien czas pociąg pocztowy. Początkowo wszystko idzie dobrze. Nagle Olek trafia na ... Enjoy the videos and music you love, upload original content, and share it all with friends, family, and the world on YouTube.